Po 2 AKCJACH udało się zebrać blisko 300 000 zł dla FUNDACJI POLSKICH KAWALERÓW MALTAŃSKICH POMOC MALTAŃSKA. Kontynuujemy!
Mamy gotowy 3 PROJEKT i nadal pozostajemy w temacie biegania, głównie za sprawą wyjątkowych bohaterów. Już teraz zachęcamy do wzięcia w udziału w dorocznej pielgrzymce Zakonu Maltańskiego do Lourdes. Zapraszamy na Nieszpory Maltańskie. Najbliższe we wtorek 17 stycznia w Katowicach, Warszawie i Tomaszowie Lubelskim. Święci i błogosławieni Zakonu Maltańskiego
strona główna »  Duchowość » Rozważania
Polecamy

MIĘDZYNARODOWA PIELGRZYMKA ZAKONU MALTAŃSKIEGO DO LOURDES 2017

Zaproszenie dla Dam, Kawalerów Maltańskich, Pielgrzymów i Wolontariuszy Maltańskiej Służby Medycznej
czytaj więcej >>>

Zaproszenie dla Katedów
czytaj więcej >>>


 

Subskrypcja biuletynu
Od Prezydenta i Kapelanów
Blog konfratra z Paryża
TV Zakonu

Zakon Maltański w Polsce

Konwent ZPKM, 1992 





Maltański Koncert Charytatywny w Olsztynie - 2016


Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej: Akcja ratunkowa Babia Góra


BLIŻEJ BOGA: Zakon Maltański w Gliwicach


Opłatek Maltański 2014 Kraków (english)

XI Wieczór Maltański 2014 Kraków

więcej filmów >>>

Rozważania A+A-A0

 

2017-03-26 – J 9, 1. 6-9. 13-17.34-38– Laetare

Wszystko ma swój początek. Liturgia Słowa kieruje dziś nasze umysły i serca ku nim właśnie: Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Idź, obmyj się w sadzawce Siloam – co się tłumaczy: Posłany. Obmycie (wodą) i namaszczenie (olejem krzyżma), symbolizują chrzest, który jest nie tylko przyczyną naszej tu obecności, ale i źródłem, z którego bierze swój początek nasza radość. I ta ponadczasowa: Pan mym pasterzem, dlatego nie brak mi niczego. Jak i ta bieżąca: Wszak to już czwarta niedziela Wielkiego Postu. Niedziela radości. Pascha coraz bliżej.

W tradycji rzymskiej jest to „niedziela róż”, ponieważ w tym dniu mieszkańcy Wiecznego Miasta obdarowywali się pierwszymi kwiatami zakwitających róż, zaś ojciec św. poświęcał złotą różę, którą ofiarowywał osobie zasłużonej dla Kościoła. Skoro o Rzymianach mowa. Łacińska sentencja powiada, że o gustach (i kolorach) dyskutować nie należy. I słusznie. Róże nie każdy lubi. W różowym nie wszystkim do twarzy. Do wszystkich natomiast i każdego z osobna adresowana jest radość, jak i jej szczególna forma – ewangelia, czyli dobra, radosna nowina.

Skoro o ewangelii mowa, w dzisiejszym janowym passusie aż roi się od odniesień do chrztu. Szczególnie mocno brzmią zdania: Idź, obmyj się w sadzawce (…) On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. Polecenie: Idź przywodzi na myśl uwolnienie z więzów grzechu pierworodnego. Obmyj się w sadzawce – obmycie/oczyszczenie z tegoż. Wrócił, widząc wskazuje na oświecenie/na poznanie. Cudowne uzdrowienie niewidomego budzi zdziwienie naocznych świadków. W ich sercach rodzą się wątpliwości: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Tak, to jest ten. Nie, jest tylko do tamtego podobny. Uzdrowiony od wątpliwości jest wolny: To ja jestem. Nie inaczej jest w życiu. Ochrzczony, gdy nachodzą go wątpliwości może czuć się bezpiecznie pokładając swoją ufność w wierze w Syna Człowieczego, który przed nim stoi i do niego mówi.

Siloam – tłumaczy się: Posłany. Jezus został posłany, by nam, ludziom przynieść ewangelię, radosną, dobrą nowinę. Chrzest przypomina, że nie wolno nam zatrzymywać jej tylko dla siebie. Również i my jesteśmy posłani. Idźcie i głoście. Hasło, które jako następstwo jubileuszu Chrztu Polski, jak i konsekwencja naszego własnego chrztu, przyświeca Kościołowi w tym roku padało już w tym miejscu z wielu ust. I z pewnością jeszcze nie raz padnie. Jednak nie sztuką jest głosić, że oto przyjąwszy chrzest, należy iść i głosić ewangelię, czyli radosną nowinę, ale sztuka zrobić to naprawdę. Zrobić to naprawdę i z radością, do której wzywa nas dzisiejsza niedziela. Z radością płynącą, po pierwsze z przekonania, że Bóg nas kocha i chce naszego dobra, po wtóre zaś – z potrzeby autentyczności, świadectwa, że nowina, której daliśmy wiarę naprawdę jest dobra i radosna. No bo kto uwierzy smutnemu?

Tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski 

 

2016-11-13 – Łk 21,5-19 – O końcach świata

 

Nie tak dawno przyszło mi podwozić jednego ze znajomych, który mieszka w pewnej odległości od ścisłego centrum. Choć byłem u niego nie raz pro forma, zapytał, czy wiem, jak dojechać na to jego… Tu padło określenie lokalizacji i nie był to bynajmniej zapiecek ani zakątek. Powiedziałam, że wiem. I tak po chwili dotarliśmy na rzeczony koniec świata. Muszę przyznać, że miejsce istotnie jest bardzo urokliwe. Mnóstwo zieleni. Domów niewiele. Do cywilizacji nieznaczny, ale jednak kawałek. I tak po kantowsku: niebo gwiaździste nad nami i prawo moralne w nas. Ów idylliczny obrazek przyszedł mi na myśl, kiedy zobaczyłem dzisiejsze czytania mówiące o końcu świata właśnie. Może ów dzień nie będzie aż tak straszny, jak nam się wydaje? Może jednak będzie pięknie jak na owym geograficznym końcu świata, o którym wcześniej?

Co prawda odnośnie do końca świata wciąż więcej nie wiemy niż wiemy, ale owa wiedza mimo wszystko napawa optymizmem. Wszak eschatologia to nie tylko teologia śmierci i przemijania, to również teologia nadziei. A propos teologii. Wraz z końcem świata skończą się wszelkie akademickie dociekania. Nie będą już więcej potrzebne. Każdy z nas przekona się, jak jest naprawdę spotykając się z Jezusem twarzą w twarz. Ponadto wraz z końcem świata przestaną istnieć granice wyznaczone przez czas i miejsce. Skończy się doczesność, a zacznie się wieczność. Dzień zrówna się z nocą, a niebo z ziemią. Przestanie mieć również znaczenie nasza cielesność i przypisane jej ograniczenia, w tym nieznośna cierpiętliwość.

Co do Sądu warto również pamiętać, iż sądzić nas będzie Sędzia sprawiedliwy, który jak wierzymy za dobro wynagradza, a za zło karze. Sprawiedliwy, czyli taki, który nie ma nic wspólnego z odwetem czy ślepą zemstą, ale oddaje każdemu to, co mu się słusznie należy. Każdemu według zasług. Co do joty. W myśl pawłowej zasady, która stanowi, że co człowiek sieje, to i żąć będzie (Ga 6,5) oraz że kto sieje wiatr, zbiera burze.

Jedyne, co – na szczęście dla nas w tym przewidywalnie nieprzewidywalne – to Boże miłosierdzie, które jak wiadomo jest bez miary, co nie znaczy, że nie trzeba się starać. Z niczego nie ma przecież nic. Wiedział o tym doskonale św. Paweł i swoją wiedzą podzielił się z Tesaloniczanami, a dzięki nim i z nami. Zabieganie wedle Bożych reguł o chleb doczesny poprzez pracę własnych rąk przekłada się na profit w postaci chleba niebiańskiego. Wszak po to praca jest – jak pisał Norwid – by się zmartwychwstało.

 

 

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski


2016-11-01 – Mt,1-1-12a – Wokół świętości

Z pamięcią u mnie jeszcze nienajgorzej, niemniej wolałem się upewnić. Zasoby twardego dysku nie pozostawiają wątpliwości. W pierwszej parafii homilię na Wszystkich Świętych głosiłem co roku cztery lata z rzędu. W drugiej parafii temat mnie ominął. W nowobojszowskich realiach z zapisanymi przez Mateusza błogosławieństwami przychodzi mi się mierzyć po raz trzeci. Nie ukrywam, że pierwotnie korciło mnie – i to bardzo – aby przeanalizować dotychczasowe wystąpienia i zobaczyć ewolucję własnych poglądów odnośnie do świętości. Po namyśle stwierdziłem, że nie czas i miejsce na autoanamnezę. Poza tym są od tego inni. W zamian postanowiłem podzielić się kilkoma skojarzeniami, jakie zrodziły się w związku z siedmioletnim/siedmiokrotnym obcowaniem z wszystkimi świętymi i Wszystkimi Świętymi.

Pierwsze, co przychodzi na myśl to, że o świętości nie siedem, a siedemdziesiąt siedem razy. Świętość to spawa, o której nigdy za wiele, nigdy dosyć. To rzeczywistość, która wciąż od nowa prosi, by ją odkryć i próbować zrozumieć. Niewykluczone zatem, że rok, dwa lub trzy znowu przyjdzie nam wspólnie na tym fragmentem ewangelii się pochylić.

Po wtóre, to nie ubrana w gładkie słowa akademicka teoria, ale to proza życia pisana przez zwykłych ludzi, takich z krwi i kości, wśród których były i szlachetnie urodzone koronowane głowy płci obojga i przynajmniej jeden „zawodowy” żebrak. To historia pisana krwią, potem i łzami. Znaczona upadkami i podnoszeniem się z nich. Tocząca się gładkimi drogami i po wyboistych ścieżkach. Rejestr codziennych decyzji i wyborów, które w sytuacji ekstremalnej stały się heroicznymi.

Po trzecie, świętość nie jest czymś ekskluzywnym, zarezerwowanym jedynie dla wąskiego grona wybranych. Wręcz przeciwnie jest zadaniem/zaproszeniem adresowanym do wszystkich bez wyjątku.

Po czwarte, nie jest zjawiskiem zamkniętym w ścisłych granicach czasu i miejsca, co miało swój początek i koniec, ale czymś, co dzieje tu i teraz, również na naszych oczach. Każdy z nas potrafi podać – w zależności od daty urodzenia – kilku, a nawet kilkunastu świętych, z którymi mniej lub bardziej osobiście dane było mu się zetknąć.

Po piąte, choć o świętości nigdy za wiele, to jednak ważniejsze niż słowa jej poświęcone są czyny o niej świadczące. Ważniejsza jest świętość. Twoja. Moja. Nasza.

Po szóste wreszcie – last but not leastBądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz (Kpł 19,2).

 

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski 

2016-10-09 – Łk 17, 11-19 O cudzie słowo. O cudzie słowa.

Wiara czyni cuda, ale czy się uda. Uda się. Jeśli uwierzysz. Błędne koło? Niekoniecznie. Raczej układ sprzężenia zwrotnego, gdzie jedno staje się przyczyną drugiego. I odwrotnie.

Cud – odwołując się do biblistów – to specjalne działanie Boga podejmowane ze względu na dobro człowieka. Ma charakter niezwykłego zjawiska, przez które Bóg objawia siebie, swoją moc i miłość oraz daje ludziom konkretny znak. Cuda dokonywane przez Jezusa miały na celu potwierdzenie Jego jedności z Ojcem, uwierzytelniały Jego posłannictwo jako Chrystusa, symbolizowały tryumf nad szatanem oraz umacniały wiarę. Właściwy sens cudów i zawarte w nich objawienie można zrozumieć i odczytać tylko w świetle wiary. Cuda czynione przez Jezusa i Jego uczniów są wyraźnymi znakami potwierdzającymi nadejście królestwa Bożego.

Jezus czynił cuda, by poprzeć nimi prawdziwość swoich słów, by wzbudzić bądź umocnić wiarę swoich słuchaczy. Dziś cud jest następstwem wiary tego, który o cud prosi. Rzecz zatem można, iż przyczyną cudu jest słowo. Słowo ma moc czynić cuda, o czym wiedzą poeci. Wśród nich śląski mistrz Joseph von Eichendorff.

W rzeczach wszystkich pieśń uśpiona

Śni o śpiewie w ciszy snów.

Świat czarowną pieśń wykona,

Gdy go zbudzisz magią snów

Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa (Rz 10,17). Jest odpowiedzią daną czynem na usłyszane Słowo. Reakcją na cud, który się dokonał. Jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Dzięki niej to przodkowie otrzymali świadectwo. Przez wiarę poznajemy, że słowem Boga światy zostały tak stworzone, iż to, co widzimy, powstało nie z rzeczy widzialnych. Dla tego, kto wierzy wszystko jest możliwe (Mk 9,3) Nawet chodzenie po wodzie.

Cud choć jest zjawiskiem poznawalnym zmysłami – ze względu na swojego Autora – wykracza poza porządek natury. Przekracza jej granice. Podobnie ma się rzecz z wiarą. Nie imają jej się granice państw i polityki, wieku i płci, wykształcenia i stopnia zamożności. Dzisiejsza historia odnotowana przez świętego Łukasza przypomina, że również wdzięczność jest – czy też winna być – ponad podziałami. Powinna również być czymś naturalnym i powszechnym, a nie cudownym i zjawiskowym. Ale to już całkiem inna historia.

 

 

 

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski





2016-09-11 – Łk 15, 1-10 – O przebaczeniu

 

 

Dzisiejsza Liturgia Słowa nie pozostawia zbyt wielkiego wyboru. I autor Księgi Wyjścia, i św. Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza, i św. Łukasz w swojej ewangelii – jakby się zmówili – sugerują, że rzecz ma być o przebaczeniu. O przebaczeniu, czyli o czym?

 

Przebaczenie – według Słownika Języka Polskiego PWN (wersja on-line) to rzeczownikowa forma czasownika przebaczyć — przebaczać, czyli darować komuś jakąś winę. Z kolei według Słownika wiedzy biblijnej znaczenie kilku hebrajskich greckich słów, tłumaczonych jako „przebaczenie” (przebaczyć) mieści się w dwóch ogólniejszych i zachodzących na siebie zakresach znaczeniowych. Pierwszy odnosi się do spraw finansowych, do anulowania zobowiązań płatniczych dłużnika wobec wierzyciela. Drugi ma o wiele częstsze zastosowanie i dotyczy przywrócenia stosunków między osobami, które zostały zerwane z powodu jakiegoś złego czynu. Oba zakresy znaczeniowe odnoszą się do łaskawego przebaczenia przez Boga karygodnych czynów, których dopuszczają się ludzie. Autorzy biblijni używają różnych metafor wyrażających przebaczenie grzechów, jak: obmycie, oczyszczenie, wymazanie, odwrócenie oblicza, albo jeszcze bardziej obrazowych „poza siebie rzuciłeś wszystkie moje grzechy” czy też „wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy”. Takie obrazowe sformułowania mają podkreślić pełnię przebaczenia Bożego, które ma być wzorem dla ludzi.

 

 

Nie tylko autorzy biblijni lubowali się w synonimach. Również polszczyzna nie ma się czego wstydzić w tej materii. W zasobach dostępnych w sieci słowników synonimów jako alternatywę dla przebaczyć/przebaczać znaleźć można: odpuścić, zapomnieć, rozgrzeszyć, puścić coś w niepamięć, puścić coś komuś płazem, zapomnieć urazy, przywrócić kogoś do łask. Intuicja zaś podpowiada, iż w przebaczaniu chodzi o to, by na zło, które miało miejsce nie baczyć, baczenia nie mieć.

 

 

Dzisiejsza Liturgia Słowa nie pozostawia zbyt wielkiego wyboru. I autor Księgi Wyjścia, i św. Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza, i św. Łukasz w swojej ewangelii – jakby się zmówili – sugerują, że rzecz ma być o przebaczeniu. O przebaczeniu, czyli o tym by na zło, które miało miejsce nie baczyć, baczenia nie mieć. Czy aby na pewno?

 

 

Po części tak. Jednak warto mieć na względzie, że równie ważne, jeśli nie ważniejsze jak niebaczenie na zło, jest baczenie na dobro, które ma miejsce, gdy dochodzi do przebaczenia i którego jakże mocno doświadcza i ten, któremu się przebacza i które w równym, jeśli nie większym stopniu dotyka tego, który przebacza, który przebaczając pozornie traci, tracąc zaś zyskuje. Zyskuje i Boże błogosławieństwo (Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią – Mt 5,7), i ludzką wdzięczność

 

 

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

 



2016-07-24 – Łk 11, 1-13 – O modlitwie

Dzisiejsza liturgia Słowa nie pozostawia złudzeń. Rzecz ma być o modlitwie. I w tym właśnie miejscu kończy się wszelka oczywistość, a zaczynają schody. Niezwykle bowiem trudno zdefiniować rzeczywistość, której chcemy poświęcić chwil kilka i odrobinę uwagi. Trzymając się wytycznych z pierwszego czytania, z Księgi Rodzaju rodem rzecz by należało, że modlitwa to dialog człowieka z Bogiem, w którym człowiek przejmując inicjatywę, zdolny jest posunąć się do granic swoich przyrodzonych możliwości, by uzyskać to, na czym mu zależy. Idąc zaś tropem wytyczonym przez św. Łukasza na kartach jego ewangelii modlitwa odkrywamy, że jawi się jako formuła słowna, którą człowiek przejął od Boga i gdy brak mu własnych słów lub gdy te uważa za zbyt mało doskonałe nią się posiłkuje. Czasem robi to łagodnie i z wyczuciem. Czasem – nachalnie i z determinacją jak ów kołaczący w środku nocy do drzwi przyjaciel.

Uciekając się do wskazań Katechizmu Kościoła Katolickiego przypomnieć, że modlitwa po pierwsze jest darem Boga, zaś pokora jest dyspozycją do darmowego przyjęcia daru modlitwy. Po wtóre – przymierzem. Związkiem przymierza między Bogiem i człowiekiem w Chrystusie. Jest działaniem Boga i człowieka; wypływa z Ducha Świętego i z nas, jest skierowana całkowicie ku Ojcu, w zjednoczeniu z ludzką wolą Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Po trzecie zaś – komunią. Żywym związkiem dzieci Bożych z ich nieskończenie dobrym Ojcem, z Jego Synem Jezusem Chrystusem i z Duchem Świętym. Życie modlitwy polega zatem na stałym trwaniu w obecności trzykroć świętego Boga i w komunii z Nim. Modlitwa jest o tyle chrześcijańska, o ile jest komunią z Chrystusem i rozszerza się w Kościele, który jest Jego Ciałem. 

Wracając pamięcią do lat studiów przyznać muszę, iż największy z pogromów jako rocznik odnotowaliśmy nie na egzaminach z prawa kanonicznego czy logiki, ale na zaliczeniu z teologii duchowości, którego przedmiotem była czwarta część Katechizmu dedykowana właśnie modlitwie. Jaki był zamysł autora drobiazgowych pytań pojęcia do dziś nie wiem. Wiem za to, że w życiu nie chodzi o to, by znać na pamięć definicje modlitwy czy też cytować złote myśli klasyków gatunku. Chodzi o to, by się modlić.

Piotr Szczepanik, a po nim Kasia Nosowska śpiewali, iż łatwo jest powiedzieć kochać. Równie łatwo powiedzieć, iż należy się modlić. Problem pojawia się, kiedy przychodzi przejść od słów do czynów. Rzecz ma się podobnie jak z definicją modlitwy. Ile modlących się tyle recept, na modlitwę. Każdy z nas ma swoje własne, sprawdzone modlitwy i przykładami sypać może jak z rękawa. Repertuar jest naprawdę szeroki. Długo by wymieniać. Nie czas i miejsce na to. Dość powtórzyć, że wystarczy się modlić. Nieważne, czy jest to formułka z książeczki do nabożeństwa rodem, czy kilka własnych słów, czy mistyczne zatopienie się w Bogu. Ważne jest tylko to, by było. I by było szczere. Bo modlitwa jest jak oddech. Starożytni mawiali, że póki oddychamy, póty mam nadzieję (dum spiramus speramus). Aż prosi się, by zakończyć parafrazą: póki modlimy się, póty oddychamy Bożym powietrzem, póki oddychamy, póty żyjmy.

 tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

2016-07-03 – Łk 10, 1-9 – O pokoju

Dawni proboszczowie mawiali, że dobra homilia powinna pachnieć gazetą i papierosem, czyli dotyczyć spraw codziennych. Jako że w gminie i parafii promujemy zdrowy styl życia, a na powodowane medialnymi doniesieniami nerwy szkoda czasu, uciekając się do owych dawnych wzorów rzec by należało, że dzisiejsza (okaże się, czy dobra) homilia winna pachnieć pokojem. Nim właśnie tchnąć. Zwłaszcza, że i wakacyjna pora ku temu skłania.

Redagujący najnowsze polskie tłumaczenie Biblii pauliści doliczyli się, że hebrajskie słowo szalom, które najczęściej tłumaczy się jako pokój, w Piśmie Świętym występuje ponad dwieście pięćdziesiąt razy i ma bardzo szerokie zastosowanie. Najogólniej oznacza ono pełnię, jedność, szczęście, pomyślność, zdrowie, a także spokój, wyciszenie. Pokój w ujęciu biblijnym nie jest pojęciem abstrakcyjnym, ale bardzo konkretnym obejmującym zarówno świecką, jak i religijną sferę ludzkiego życia. Do dziś słowo szalom przetrwało w kulturze żydowskiej jako pozdrowienie używane zarówno przy powitaniu, jak i pożegnaniu. Za świeckim użyciem słowa szalom stoją jednak głębokie racje teologiczne. W Piśmie Świętym pokojem nazywany jest Bóg i uważa się Go za twórcę i źródło pokoju, którego hojnie udziela ludziom.

Według autorów ksiąg Starego Testamentu pokój w relacjach międzyludzkich nie może istnieć bez Boga, ponieważ jest Jego darem. Nie ograniczają oni tej rzeczywistości do pojedynczych ludzi, ale mówią o pokoju między większymi społecznościami i całymi narodami. W Nowym Testamencie, greckim odpowiednikiem hebrajskiego szalom jest rzeczownik eirene, który zawiera ponadto pewne odcienie znaczeniowe obecne w literaturze greckiej. W kulturze helleńskiej pokój oznacza nie tylko przeciwieństwo wojny i niezgody, ale także niewzruszony wewnętrzny spokój wynikający z harmonii umysłu. Według autorów Nowego Testamentu Chrystus jest pokojem i źródłem pokoju dla wierzących, ponieważ przez swoją Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie wszystkich pojednał w swoim ciele z Bogiem. W tym ujęciu pokój dotyczy nie tylko relacji międzyludzkich, lecz przede wszystkim odnosi się do relacji człowieka z Bogiem i jest owocem zbawienia dokonanego w Chrystusie oraz Jego darem dla uczniów. Autorzy Nowego Testamentu, mówiąc o pokoju, widzą w nim owoc działania w wierzących Ducha Świętego oraz znamię obecności na ziemi królestwa Bożego i jego realizacji w Kościele.

Dzisiejsza (okaże się, czy dobra) homilia winna pachnieć pokojem. Nim właśnie tchnąć. Zwłaszcza, że i wakacyjna pora ku temu skłania. Problem okazuje się jednak próba opisania, jak pachnie pokój. Zachowując wierność zasadzie, że to czytania mszalne nadają ton homilii stwierdzić należy, że pachnieć powinna nie tylko mlekiem, nie tylko rzeką i strumieniem, nie tylko murawą, o których pisze Izajasz, ale również łukaszowymi żniwami, a jako, że najbliższa ciału koszula, owe biblijne zapachy zastąpić można ich współczesnymi, lokalnymi odpowiednikami, czyli tym, co każdy ma w ogródku lub w doniczce, zwłaszcza, iż nie to pachnie, co pachnie, ale co się komu podoba. Wszak o gustach – także w odniesie do zapachów – się nie dyskutuje.

Dopiero co rozpoczęte wakacje to doskonała sposobność, aby podróżując i wypoczywając poszukać w sobie i wokół siebie, a znalazłszy podarować go innym jako owych siedemdziesięciu dwóch, których w rytmie spokojnego serca posłał Jezus, a wraz z nimi i nas. Zysk z odnalezionego i przekazanego pokoju będzie podwójny – tak doczesny, jak i wieczny. Błogosławieni przecież są ci, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5,9). Zapowiedzią owego błogosławieństwa jest to, które przyjmiemy już niebawem na zakończenie eucharystii, a które w znaku krzyża zwiastuje dziś piszący do Galatów św. Paweł.

 

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

 

2016-01-08 – Łk 7, 11-17 – O echu

 

Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty

Swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty

Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął,

Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął,

Zasunął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzucha

I do płuc wysłał z niego cały zapas ducha.

I zagrał:

Zagrawszy zaś

przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało,

Że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało.

 

Nie bez kozery zacytowałem na wstępie fragment Dyplomatyki i łowów z Pana Tadeusza rodem, ponieważ nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dzisiejszy zestaw biblijnych czytań sprawia, iż mamy wrażenie, że przyszło nam mieć do czynienia z echem. Autor Pierwszej księgi królewskiej nawołuje. Łukasz w swojej ewangelii niejako powtarza to, co od poprzednika usłyszał.

A usłyszał historię wdowy, której przyszło pochować jedynego syna. Opowieść o pierworodnym, którego wskrzesił z martwych mąż wielkiej mocy. Jedna istotna różnica to postać głównego bohatera – cudotwórcy. Jej przyczyny „upatrywać” można w odległości, jaka dzieli starotestamentalną Sareptę koło Sydonu od nowotestamentalnego Nain lub na czas, jaki minął między powstaniem jednej i drugiej księgi. Skoro zaś o różnicy mowa, syna wdowy z Sarepty wskrzesił Eliasza, który był prorokiem. Synowi wdowy z Nain życie wrócił Jezus, którego uznano za wielkiego proroka. Pierwszy był głosem Boga. Jemu użyczył swoich ust. Jego przyjście objawiał. Drugi był tych słów wypełnieniem. Objawieniem, które ciałem się stało.

 

Rzymianie mawiali, że tres faciunt collegium – trzech stanowi zespół. W skład tego dzisiejszego wchodzą: wskrzeszenie, czyli nowe życie; osoba proroka, czyli męża Słowa oraz echo, czyli rzecz upraszczając, odbicie. Czy chodzi zatem o afirmację słowem życia jako takiego? Pochwałę najdoskonalszego z dzieł Stwórcy? Z pewnością tak. Ale nie tylko o to. Chodzi też o to, aby wyłowić ukryty między wersami kerygmat, czyli dobrą nowinę o zbawieniu, które mocą Ducha Świętego urzeczywistnia się w Kościele i które Bóg z miłości proponuje każdemu, kto uzna siebie za grzesznika, zaś Jezusa za Pana i Zbawiciela.

Cóż to oznacza w praktyce? Ano to, że warto niczym obie biblijne wdowy Słowo zaprosić do siebie. Wczytać się w Nie lub wsłuchać. W konsekwencji zaś pozwolić Mu, działać. Dać szansę, by odbiło się jak najszerszym echem, poruszając tym samym do działania najczulsze struny naszego jestestwa – do życia nowego po prostu.

ks. Michał Palowski

ilustracja autorstwa Michała Elwiro Andriollieo z pl.wikisource.org

2016-05-08 – Łk 24, 46-53 – O drabinie

Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować ( Flp 3,20-21).

Pawłowi pisać było łatwo. Nam powiedzieć również. Z wykonaniem gorzej. Wszak podróżowanie windą do nieba zarezerwowane jest dla tych, którym niosą suknię z welonem, na których Cyganie czekają z muzyką i którym koń do tańca zamiata ogonem, Mendelsonem zaś stukają kopyta. Reszcie zjadaczy chleba pozostają o wiele bardziej przyziemne sposoby wznoszenia się ku wyżynom. Schody lub drabina. Jako że temat schodów wyłożyli już dosyć skrupulatnie w latach siedemdziesiątych panowie z Led Zeppelin, nam pozostaje więc przyjrzeć się drabinie, zastrzegając przy tym, iż nie jest to żona draba.

Już najstarsze ludy cywilizowane używały drabiny, i to nie tylko w życiu codziennym, ale według świadectw egipskich, asyryjskich i rzymskich także podczas wojny przy zdobywaniu murów obronnych. Na pogańskich kamieniach nagrobnych drabiny były obrazem pomnażania i pomniejszania się ludzkiego szczęścia. Egipcjanie wierzyli, że bogowie Ra i Horus przygotowywali dla zmarłych drabinę, aby mogli po niej wspiąć się do nieba. Również w misteriach Mitry była znana symboliczna drabina wiodąca do nieba. Najbardziej znaną biblijną drabiną jest ta, którą ujrzał we śnie patriarcha Jakub uciekający przed swym bratem Ezawem, o czym mowa w Księdze Rodzaju. Nowotestamentalną drabinę postawił sam Jezus powołując Natanaela, kiedy zapowiedział mu, że zobaczy aniołów wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego. Uczniowie nie chcąc być gorszymi od Mistrza również posiłkowali się drabiną. Na obrazach i rzeźbach dzierżą ją święci: Batylda, Emmeram, Jan Klimak, Olaf, Romuald. W konsekwencji powyższego w ikonografii drabina była symbolem Opatrzności Boga, który bezustannie czuwa nad ludźmi i któremu usługują aniołowie.

Jezus drabiny używać nie musiał. Do nieba został uniesiony. Wedle odczytanej dopiero co relacji autorstwa św. Łukasza, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie dokonało się tego samego dnia. Mimo, że ewangelista zna inną chronologię wydarzeń, to przedstawia je w takiej formie, aby podkreślić związek między żydowską Paschą, która była zapowiedzią zbawienia, a Zmartwychwstaniem i Wniebowstąpieniem Jezusa, które są spełnieniem tych zapowiedzi. W konsekwencji uczniowie stają się świadkami Wniebowstąpienia Jezusa, które oznacza, że Jego dotychczasowa obecność na ziemi jest zakończona. Uwielbiony Jezus powrócił do Boga i razem z Nim króluje. Ten, którego ludzie ukrzyżowali jest Panem i Sędzią wszechświata.

Stało się? Koniec? Nic bardziej mylnego. Choć słyszymy dziś zakończenie łukaszowej ewangelii, rzecz się nie kończy. Jezus wstąpił do nieba, lecz Jego sprawa nadal się dzieje. Nasza Pascha wiodąca z ziemi do nieba nadal się dzieje. Uzbrojeni w sakramencie bierzmowania obiecaną mocą z wysoka jesteśmy świadkami Zmartwychwstałego, głosimy Jego miłosierdzie.

Wzmianka Łukasza, że Jezus odchodząc trzyma ręce w geście błogosławieństwa, oznacza, że spoczywa ono na wszystkich wiernych, którzy będą żyć aż do powtórnego Jego przyjścia na końcu czasów. Ale to nie wszystko. Gest błogosławieństwa jest również gestem posłania. Posłania, by uświęcając siebie, również innych prowadzić do ojczyzny, która jest w niebie. Posłania, by samemu, mając głowę w Bożych chmurach, niebo innym sprowadzać na ziemię.

tekst: ks. Michał Palowski

na zdjęciu: drabina mechaniczna z JRG Tychy
źródło: www.czerwonesamochody.com

2016-02-14 – Łk 4, 1-13 – Post na Post

Słowo jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim. A jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej do zbawienia. Wiara, czyli odpowiedź, jakiej człowiek udziela Bogu. Bogu, który ustami Jana Chrzciciela szczególnie w Wielkim Poście woła: Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Pokutujcie.

Kodeks Prawa Kanonicznego stanowi, iż wszyscy wierni, każdy na swój sposób, obowiązani są na podstawie prawa Bożego czynić pokutę. Żeby jednak wszyscy przez jakieś wspólne zachowanie pokuty złączyli się między sobą, zostają nakazane dni pokuty, w które wierni powinni modlić się w sposób szczególny, wykonywać uczynki pobożności i miłości, podejmować akty umartwienia siebie przez wierniejsze wypełnianie własnych obowiązków, zwłaszcza zaś zachowywać post i wstrzemięźliwość, zgodnie z postanowieniami zamieszczonych poniżej kanonów (kan. 1249). W Kościele powszechnym dniami i okresami pokutnymi są poszczególne piątki całego roku i czas wielkiego postu (kan. 1250).

Wielkopostne przyjęcie Ewangelii, a w konsekwencji podjęcie pokuty i nawrócenie się stają się zatem wyznaniem wiary.

Rozłożysz (pierwociny płodów ziemi) przed Panem Bogiem swoim i oddasz pokłon Panu Bogu swemu wzywa autor Powtórzonego Prawa. Pierwsze plony ziemi, podobnie jak pierworodni spośród ludzi i zwierząt, były własnością Boga. Składane ofiary miały przypominać Izraelitom, że są przybyszami i osiedleńcami na ziemi, której właścicielem jest Bóg. Wspomnienie historii wyzwolenia z Egiptu połączone z rytem ofiarowania plonów służyło odnowieniu wiary Izraelitów. Istotną postawą wynikającą z wiary było zawierzenie Bogu całego życia i wdzięczność za każdy Jego dar. Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz wtóruje niczym echo ewangelista Łukasz.

Pokłon w liturgii jest wyrazem pomniejszenia siebie na znak czci. W życiu świeckim najczęściej wyrażają – w zależności od zwyczajów panujących w danym kraju – uprzejmy gest powitania, w liturgii zaś są ceremoniałem przepełnionym duchem wiary. Liturgia rzymska zna różne ukłony: małe, średnie i głębokie; rubryki mszału, sakramentarza i brewiarza każdorazowo określają ich czas i charakter. Mały ukłon polega na skłonieniu tylko głowy, średni – również ramion, zaś głęboki ukłon wymaga skłonienia pod kątem prostym całego tułowia, przy czym o ile przepisy nie stanowią inaczej należy czubkami palców skrzyżowanych rąk dotknąć rzepek kolan, nie opierając ich jednak na nich (Forstner D. Świat symboliki chrześcijańskiej, k.19).

Pokłon to nie tylko gest uniżenia czy pokory. Dzięki pracy, jaką trzeba zaangażować w jego wykonanie staje się synonimem wielkopostnej aktywności, na która składają się praktykowanie pokuty oraz dosłowne schylenie się ku ziemi. To pierwsze stanie się wówczas publicznie złożonym wyznawaniem, w którym pobrzmiewa współczesna odsłona tuitio fidei. To drugie – okazją, by lepiej zobaczyć i zrozumieć braci naszych najmniejszych (Mt, 25,40) oraz ich potrzeby i zaradzić im w duchu obsequium pauperum.

tekst: ks. Michał Palowski

fot. flickr.com/ by Catholic Church (England and Wales)



2016-01-24 – Łk 1, 1-4;4,14-21 – W kontekście kontekstu

Aby byli jedno (J 17,21). Za nami kolejny tydzień, w czasie którego, podzieleni od stuleci chrześcijanie, starali się przez wspólną modlitwę uczynić zadość największemu pragnieniu Pana Jezusa. Choć tak wiele uczyniliśmy w przeszłości złego, choć tak wiele nadal nas różni – rozumienie Eucharystii i święceń, to coraz bliżej nam do siebie dzięki dziełom miłosierdzia (świece wigilijne) oraz Słowu Bożemu (tłumaczenie ekumeniczne).

A skoro o Słowie mowa. Słowo stało się Ciałem i mieszkało między nami. Niektórym ze stąpających po świętej ziemi dane było obcować z Nim na co dzień. Słuchać tego, co mówił. Patrzeć na cuda, które na potwierdzenie słów swoich czynił. Choć nie wszystkim łatwo było przyjąć Nowość, którą głosił. My wciąż podążmy na spotkanie twarzą w twarz. Nim do tego dojdzie pozostaje nam Słowo w wersji spisanej. Przyznać trzeba, że jest nam nieco łatwiej niż naszym poprzednikom. My – mądrzejsi o dwa tysiące lat – wiemy, że Stary i Nowy Testament wzajemnie się dopełniają. Pierwszy z nich jest zapowiedzią. Drugi tejże zapowiedzi wypełnieniem. Rozdzielanie ich do niczego dobrego nie prowadzi.

 

Adresatem łukaszowego dzieła jest Teofil, który zna już Ewangelię. To, co teraz otrzymuje nie zawiera nowych faktów, ale stanowi utrwaloną na piśmie tradycję ustną. Ma to mu pomóc w przekonaniu się, że fakty zawarte w Ewangelii są wypełnieniem Bożego planu zbawienia w historii świata. Wydarzenie w Nazarecie otwiera publiczną działalność Jezusa. Przeczytany przezeń fragment z Księgi Izajasza ma charakter tekstu programowego i wyraża naturę i sens Jego misji. Jezus jest prorokiem (Duch Pana nade mną), który czynem potwierdza głoszone przez siebie słowa. Jest też Chrystusem – Bożym Pomazańcem (namaścił mnie) posłanym przez Boga do ludzi. Jezus nie omija nikogo. Szczególnie zawraca uwagę na najbardziej pokrzywdzonych i ich materialne i duchowe ubóstwo. Jego przyjście oznacza czas szczególnej łaski, co w konsekwencji doprowadzi do zawarcia wiecznego przymierza między Bogiem a ludźmi, Rok łaski jest zapowiedzią łaski wiecznej. Jezus ogłasza, że orędzie wyzwolenia zapowiadane w tekstach Starego Testamentu odnosi się do Niego i w Nim się urzeczywistnia. On jest jedynym zbawicielem ludzkości.

 

Nie byłbym sobą, gdybym na koniec nie odniósł się do pracy, z którą prawie wszystko mi się kojarzy. Kan. 17 Kodeksu Prawa Kanonicznego stanowi, iż ustawy kościelne należy rozumieć według własnego znaczenia słów, rozważanego w tekście i kontekście. Jeśli pozostaje ono wątpliwe i niejasne, należy uwzględnić miejsca paralelne, gdy takie są, cel i okoliczności ustawy oraz myśl prawodawcy. Podobnie jak Nowy Testament należy czytać w kontekście Starego, nie inaczej ma się sprawa z tym wszystkim, co życie codziennie nam przynosi. Każdą sprawę warto rozważyć w nieco szerszym – również tym Bożym, płynącym z Pisma świętego – kontekście.

tekst. ks. Michał Palowski

foto: www.wystawabiblii.pl

 


2015-12-25 – Łk 2, 1-14 – Na Boże Narodzenie

 

Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi i poczęła z Ducha Świętego. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. Najwyższy dotrzymał słowa. Wypełniły się zapowiedzi. Dziś w nocy obchodzimy tego pamiątkę. Dziś w nocy dajemy temu wiarę.

 

W rzeczach wszystkich pieśń uśpiona,

śni o śpiewie w ciszy snów.

Świat czarowną pieśń wykona,

gdy go zbudzisz magią słów.

 

Pierwszym słowem – kluczem, służącym do wydobycia z mroków, istoty tej nocy jest: czas. Bóg wszedł w ludzką historię w bardzo konkretnym miejscu i czasie. W ewangelicznym opisie Bożego Narodzenia aż roi się od historycznych i geograficznych odniesień, które pozwalają umiejscowić to jedyne w swoim rodzaju wydarzenie w naszych ludzkich realiach. Cesarz August, o którym dziś mowa to rzymski imperator. Panował do 27 r. przed Chr. Do 14 r. po Chr. Cały świat to rzecz jasna Cesarstwo Rzymskie. Ogłoszony przez Augusta spis ludności miał między innymi służyć ewidencjonowaniu podatników. Na podstawie danych przekazanych przez ewangelistów oraz przez historyka żydowskiego, Józefa Flawiusza, można stwierdzić, iż Jezus narodził się jeszcze przed śmiercią Heroda (4 r. przed Chr.), czyli między rokiem 6 i 8. Łukasz opisuje całe wydarzenie w sposób niezwykły i zwięzły, ograniczając się do poinformowania, w jakim miejscu Jezus przyszedł na świat i że był on pierworodnym synem. To ostatnie podkreśla godność i prawa, jakie w ówczesnych bliskowschodnich realiach przysługiwały pierwszemu dziecku. Nie wskazuje natomiast, że Maryja miała jeszcze inne dzieci.

 

Drugim ze słów – kluczy pomocnych w odczytywaniu tajemnicy, jaka płynie z Bożego Narodzenia jest: „święty” rozumiane nie tylko jako bezgrzeszny, ale przede wszystkim jako całkowicie inny. Święty, święty, święty Pan Bóg, którego chwały pełne są niebiosa i ziemia jawi się jako radyklanie odmienny od tego, co stworzył. Dziecię nam się narodziło. Syn został nam dany. Bóg namaścił Go Duchem Świętym i mocą. Bóg będzie z Nim. Przejdzie On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła ( por. Dz 10,38). Odtąd nikt i nic na tej ziemi nie będzie już takie same. Dlatego obchodzimy święta.

Święta. Święty czas. Inny czas. Inny od pozostałych dni w roku, nie tylko ze względu na swa zewnętrzną oprawę. Inny, bo w szczególny sposób przepełniony po ludzku namacalną obecnością Boga, który, jak wieszczą dziś aniołowie, jest Zbawicielem, który uwalnia od zła; Mesjaszem, którego zapowiadali prorocy; Panem, do którego należy czas i wieczność. Inny, bo piękny afirmacją człowieka i człowieczeństwa, którego przychodzący Bóg podnosi z kolan.

Czas inny. Czas święty. Czas świętych świąt!

tekst i zdjęcie: ks. Michał Palowski

 

 

2015-12-13 – Łk 3, 10-18 – O radości na poważnie

 

Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko głosi dzisiejsza antyfona na wejście.

Tylko z czego się tu radować, skoro oferta św. Jana Chrzciciela do łatwych, lekkich i przyjemnych nie należy. Nie dość, że nakazuje poprzestać na tym, co słuszne, to jeszcze każe tym się dzielić. A jakby tego mało zapowiada przyjście mocniejszego od siebie, który będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem, który wiejadłem, czyli szczególnego rodzaju szuflą podrzuci zboże na wietrze, aby oddzielić je od plew i te w konsekwencji spalić. Wydaje się również, że i Jan, który uchodził za wielkiego radykała – żył na odludziu, odziewał się w sierść, żywił się miodem i szarańczą, trunków nie pijał – do biblijnych wesołków nie należał.

Jan choć nie jest przyjemniaczkiem, głosi dobrą nowinę. Łukasz przypomina, że to nie przywódcy religijni pragną się nawrócić, lecz zwykli Żydzi oraz ci, którzy znajdowali się co najmniej na marginesie żydowskiej społeczności: poborcy i żołnierze. Są to ci sami ludzie, którzy pozytywnie odpowiedzą na naukę Jezusa. W katechezie chrztu Łukasz przypomina swoim Kościołom, że powinny być równie otwarte jak Jan i Jezus na dostrzeganie dobra tam, gdzie nikt się go nie spodziewa.

Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni. Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono. Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie. Janowy nakaz nie tylko nie traci nic ze swojej aktualności, ale nabiera szczególnej mocy i znaczenia w Roku Miłosierdzia, który dopiero co, było dane nam rozpocząć. Miłosierdzie – bo przecież właśnie nim jest traktowanie bliźnich w sposób, jaki zaleca Jan – jest szczególną formą obecności Boga pośród swego ludu, o czym przypomniał nam dziś prorok Sofoniasz w pierwszym czytaniu. Co więcej, kto okazuje miłosierdzie, uzdalnia innych do bycia takimi. Kto miłosierdzia dostąpił, chce przekazywać je dalej. Miłosierdzie raz puszczone w obieg, krąży bez ustanku.

Rodzi się tylko jedno pytanie. Gdzie w tym wszystkim podziała się radość? Wszak to jej niedziela. Proszę się nie martwić. Panujemy nad sytuacją. Święta Urszula Ledóchowska zwana apostołką uśmiechu mawiała, że radość przynależy do chrześcijaństwa jak zapach do kwiatów. Nie inaczej ma się sprawa z miłosierdziem, o czym przypomniała św. Faustyna Kowalska. Dokonując podstawienia odkrywamy, że miłosierdzie to inne z imion radości. Wprowadzone w czyn podnosi poziom endorfiny równie skutecznie niczym najlepsza czekolada. Błogosławieni miłosierni. Szczęśliwi miłosierni. Amen.

tekst: ks. Michał Palowski

 

15.11.2015 (Mk 13, 24-32) O dźwiękach sądu

kilar_okladkaA jak postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd, tak Chrystus raz jeden był ofiarowany dla zgładzenia grzechów wielu, drugi raz ukaże się nie w związku z grzechem, lecz dla zbawienia tych, którzy Go oczekują (Hbr 9,27-28). Dzisiejsza Liturgia Słowa wyraźnie przypomina jedną z najważniejszych prawd, które wyznajemy w Credo. Prowadzi nas tym samym, niczym ostatnia prosta, do uroczystości Tego, który przyjdzie sądzić żywych i umarłych.

Święty Marek mówi dziś do nas przez symbole. Zaczyna od wielkich kosmicznych znaków – zaćmiewającego się słońca, księżyca bez blasku, spadających gwiazd – które zapożyczył z tekstów prorockich Starego Testamentu – Izajasza, Ezechiela, Amosa, Joela, Aggeusza. Kończy dobrze znanym słuchaczom opisem drzewa figowego, które, gdy czas stosowny nadejdzie, wydaje swoje owoce. Te dwa pozornie sprzeczne obrazy oddają, czym będzie sąd podczas ponownego przyjścia Jezusa. Z jednej strony – czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym, co wykracza poza porządek natury. Z drugiej zaś czymś o tyle zwyczajnym i przewidywalnym, że wpisanym od zarania dziejów w porządek świata. Trzeba nam zatem czujności i wrażliwości, by w powodzi zalewających nas bodźców nie przegapić tego, co najważniejsze.

O tym, że bliska ciału koszula nikogo specjalnie przekonywać nie trzeba. Zaświadczałem o tym z ambony już nie raz. Mogłem zrobić to po raz kolejny i zacytować kan. 1401 Kodeksu Prawa Kanoniczego, który stanowi, że mocą własnego i wyłącznego prawa, Kościół rozpoznaje: sprawy dotyczące rzeczy duchowych i związanych z duchowymi (1); przekroczenie ustaw kościelnych oraz wszystkie inne, w których wchodzi w grę grzech, w tym, co dotyczy ustalenia winy i wymierzenia kar kościelnych (2). Mógłbym, ale przecież ewangelia ma zmuszać do pewnej gimnastyki, również kaznodzieję, dlatego spójrzmy na to, z czym nie zawsze mi po drodze, czyli na muzykę zwłaszcza, że obchodzimy dziś Dzień Muzyki Liturgicznej w Archidiecezji Katowickiej. Trop wydaje się być o tyle słuszny, że ponowne przyjście Pana ma się dokonać w dźwięku trąb, o czym przypomina w swojej Apokalipsie św. Jan.

Muzyka łagodzi obyczaje. Liturgię – niezależnie od czasu i miejsca powstania – czyni jeszcze piękniejszą. Z jednakową mocą niosą ku Stwórcy gregoriański chorał i wschodni Akatyst, Msza koronacyjna Mozarta i Angelus Kilara. Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt; a większość z nich to trud i marność: bo szybko mijają, my zaś odlatujemy powiada psalmista (Ps 90,10). Bóg jeden raczy wiedzieć, czy właśnie wybrzmiało nasze życiowe preludium, czy trwa interludium czy zbliżamy się do postludium. Ważne jest, by u kresu móc powiedzieć, iż mieliśmy – jak wieści tytuł dedykowanej Wojciechowi Kilarowi książki pióra Barbary Gruszki-Zych, którą aktualnie czytam – Takie piękne życie, bo przecież z piękna przyobleczonego w konkret będzie nad sądził i rozliczał Ten, który sam jest Pięknem Najwyższym.

tekst: ks. Michał Palowski
zdjęcie: www.niecale.p

2015-11-08 – Mk 12, 38-44 – O wdowieństwie

Liturgia Słowa nie pozostawia złudzeń. Osobą, która niczym wspólny mianownik, spaja pierwsze czytanie z ewangelią jest wdowa. Wdowieństwo zaś jest zjawiskiem tak starym jak świat, a przynajmniej tak starym jak małżeństwo. Sprawa musiała być poważna, skoro na poświęcenie jej uwagi zdecydował się św. Paweł:

Miej we czci te wdowy, które są rzeczywiście wdowami. Jeśli jakaś wdowa ma dzieci albo wnuki, niechże się one uczą najpierw pieczołowitości względem własnej rodziny i odpłacania się rodzicom wdzięcznością! Jest to bowiem rzeczą miłą w oczach Bożych. Ta zaś, która rzeczywiście jest wdową, jako osamotniona złożyła nadzieję w Bogu i trwa w zanoszeniu próśb i modlitw we dnie i w nocy. Lecz ta, która żyje rozpustnie, [za życia] umarła. I to nakazuj, ażeby były nienaganne. A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego. Do spisu należy wciągać taką wdowę, która ma co najmniej lat sześćdziesiąt, była żoną jednego męża, ma za sobą świadectwo o [takich] dobrych czynach: że dzieci wychowała, że była gościnna, że obmyła nogi świętych, że zasmuconym przyszła z pomocą, że pilnie brała udział we wszelkim dobrym dziele. Młodszych zaś wdów nie dopuszczaj [do służby Kościołowi]! Odkąd bowiem znęciła je rozkosz przeciwna Chrystusowi, chcą wychodzić za mąż. Obciąża je wyrok potępienia, ponieważ złamały pierwsze zobowiązanie. Zarazem uczą się też bezczynności krążąc po domach. I nie tylko są bezczynne, lecz i rozgadane, wścibskie, rozprawiające o rzeczach niepotrzebnych. Chcę zatem żeby młodsze wychodziły za mąż, rodziły dzieci, były gospodyniami domu, żeby stronie przeciwnej nie dawały sposobności do rzucania potwarzy. Już bowiem, niektóre zeszły z drogi prawej [idąc] za szatanem. Jeśli któraś wierząca ma [u siebie] wdowy, niechże im przychodzi z pomocą, a niech nie obciąża Kościoła, by mógł przyjść z pomocą tym, które rzeczywiście są wdowami (1 Tm 5,3-16).

Tyle św. Paweł Apostoł i jego Pierwszy List do Tymoteusza. Współcześnie w Kościele przeżywamy swoisty renesans konsekrowanego wdowieństwa. Czym ono jest mówi adhortacja Vita consecrata: (Konsekrowani wdowy i wdowcy) składając wieczysty ślub czystości, przeżywanej jako znak Królestwa Bożego, konsekrują swój stan życia, aby poświęcić się modlitwie i służbie Kościołowi (VC7). Wdowy żyjąc w świecie, urzeczywistniają swoją konsekrację przez szczególną więź komunii z Kościołem partykularnym i powszechnym (VC42). Wdowy poświęcone Bogu z natchnienia Ducha Świętego ślubują czystość, aby bardziej kochać Chrystusa i lepiej służyć bliźnim. Zgodnie ze swym stanem i otrzymanymi charyzmatami powinny się oddawać pokucie, dziełom miłosierdzia, apostolstwu i gorliwej modlitwie. Wdowom zaleca się usilnie, aby dla lepszego spełnienia obowiązku modlitwy odmawiały codziennie Liturgię Godzin, zwłaszcza Jutrznię i Nieszpory. W ten sposób, łącząc swój głos z głosem Chrystusa, Najwyższego Kapłana, oraz Kościoła świętego, będą nieustannie wielbić Ojca Niebieskiego i wypraszać zbawienie świata (Stan wdów w diecezjach polskich – Ordo viduarum OVd).

Komentatorzy podają, że na terenie świątyni znajdował się dziedziniec kobiet, gdzie znajdowało się trzynaście lejkowatych koszy, do których ludzie wrzucali pieniądze jako ofiarę na utrzymanie sanktuarium. Wdowa wrzuciła tam dwa miedziane pieniążki – dwa leptony – jeden kwadrans – 1/128 drachmy, czyli dziennego utrzymania, wszystko, co miała, choć połowę mogła zachować dla siebie na zakup środków koniecznych do życia. Jezus mówiąc, że uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich wskazuje, iż poniosła ona prawdziwą ofiarę, by wesprzeć świątynię, kiedy bogaci ofiarowali jedynie część swoich oszczędności. Rzec trzeba, że dzisiejsza ewangelia to nie tylko pochwała posuniętego do granic heroizmu miłosierdzia. To również czytelny sygnał, że w każdej, nawet pozornie beznadziejnej sytuacji, można i należy działać, czynić dobrze innym. Ta także przypomnienie, że receptą na samotność, której synonimem jest wdowieństwo jest zwrócenie się ku bliźniemu. Idealnie, jeśli jedno uda się połączyć z drugim. Zwrócenie ku bliźniemu z miłosierdziem. Zwłaszcza dziś, kiedy obchodzimy Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym.

tekst i zdjęcie ks. Michał Palowski

2015-10-11 – Mk 10, 17-27 – O ubóstwie

Kan. 600 Kodeksu Prawa Kanonicznego stanowi: Ewangeliczna rada ubóstwa do naśladowania Chrystusa, który będąc bogaty stał się dla nas cierpiącym niedostatek, prócz życia w rzeczywistości i w duchu ubogiego, prowadzonego pracowicie w trzeźwości i dalekiego od ziemskich bogactw, niesie ze sobą zależność i ograniczenie w używaniu dóbr i dysponowaniu nimi, zgodnie z własnym prawem poszczególnych instytutów. W praktyce sprowadza się to najczęściej do zdania się w duchu posłuszeństwa na decyzje przełożonych odnośnie do posiadania dóbr materialnych lub rozporządzania nimi.

W przypadku Kodeksu Zakonu Maltańskiego dyspozycja ta przybiera następującą postać: Zgodnie z ewangelicznym duchem ubóstwa, Profesi, jakkolwiek żyjący w świecie, muszą ograniczać swoje potrzeby, pozbawiając się odpowiednio nie tylko tego, co jest zbyteczne, ale również tego, co nie jest rzeczywiście niezbędne (art. 79). Wraz ze złożeniem wieczystego ślubu ubóstwa, Profesi wyrzekają się nie tylko używania i pobierania pożytków ze swych dóbr, ale również prawa własności i zdolności do posiadania lub nabywania dóbr doczesnych (art. 80). W ciągu sześćdziesięciu dni poprzedzających złożenie ślubów wieczystych, Profesi po Ślubach Wieczystych muszą wyrzec się wszystkich dóbr, do których mają prawo na rzecz dowolnej osoby. Czynność ta służy rzeczywistemu złożeniu ślubu (art. 81). Dobra, jakie uzyskują Profesi w jakikolwiek sposób po złożeniu ślubów wieczystych, stają się własnością właściwego Wielkiego Przeoratu lub Przeoratu, albo – w przypadku Profesów in gremio religionis – Wspólnego Skarbu (art. 82). Kiedy prośba o złożenie ślubów wieczystych zostanie przesłana do Stolicy Apostolskiej, Wielki Mistrz z głosem doradczym większości Kawalerów Profesyjnych z Suwerennej Rady, może również ze słusznej przyczyny, prosić o nadanie kandydatowi specjalnej klauzuli dotyczącej przestrzegania ślubu ubóstwa. Krótko mówiąc chodzi tu od dyspensę od tegoż ślubu (art. 83). Natychmiast po złożeniu ślubów wieczystych Profesi muszą podejmować czynności niezbędne do zapewnienia, że skutki tych czynności zostaną uznane na gruncie prawa cywilnego (k.84).

Z jednej strony życie w duchu radykalnie podejmowanej na mocy zakonnych ślubów rady ubóstwa. Z drugiej – możliwość dyspensowania od płynących zeń zobowiązań. Nikt nas nie składał zakonnych ślubów, co nie znaczy, że wobec ewangelicznej rady ubóstwa wolno nam pozostać obojętnymi. W przytoczonej na wstępie kodeksowej definicji pobrzmiewa świętopawłowa myśl dedykowana Koryntianon: Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić (2Kor 8,9). Przypomina ona, iż prawo przez ludzi stanowione jest, a przynajmniej winno być próbą, jeśli nie całkowitym, przełożeniem ewangelii na realia dnia codziennego. Podobnie zresztą rzecz ma się z homilią, z tą jednak różnicą, że kaznodzieja nie jest prawodawcą. Nie tyle nakazuje, co raczej podpowiada jak powinno być. Dzieli się mądrością. Najczęściej nie swoją. Tą pochodzącą do Boga, tą pochodzącą od innych. Bo to właśnie mądrość czy też jej siostra bliźniaczka, której na imię roztropność winna być przewodniczką w naszym codziennym zabieganiu o powiększenie stanu posiadania jak i korzystaniu zeń, gdy już do takowego dojść nam się uda.

A skoro o mądrości cudzej mowa. Jestem świeżo po lekturze książki ks. Jacka Wiosny Stryczka (tego od Szlachetnej Paczki i Ekstremalnej drogi krzyżowej) pt. Pieniądze. W świetle ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu. Posiłkując się notą zamieszczoną przez wydawcę rzec trzeba, że to duchowo-biznesowy poradnik o tym, jak w dzisiejszej wolnorynkowej rzeczywistości być przedsiębiorczym, odnieść sukces, pomnażać swoje pieniądze i być szczęśliwym, dobrym chrześcijaninem. Czyli o tym, jak efektywnie i ewangelicznie w XXI wieku pogodzić pieniądze i wiarę. Jej lekturę Wszystkim – zwłaszcza w świetle dzisiejszych czytań – szczerze polecam. Na zachętę zostawiam pointę, którą sam autor kończy swoje rozważania: z mojego uporczywego czytania Ewangelii wyszło, że są dwie drogi radzenia sobie z pieniędzmi. Jedna polega na ascezie, czyli małych wymaganiach i uniezależnieniu się od stanu posiadania (ubodzy w duchu). A druga polega na zarabianiu, na sukcesie finansowym. Bo w nim sprawdza się człowiek, i to w wielu wymiarach. A na dodatek może dzięki niegodziwej mamonie zmieniać świat na lepsze. Powiedziałbym, że potrafi ten świat cywilizować w najlepszym tego słowa znaczeniu. Te dwie drogi powinny zmieniać się w jedną – w człowieku powinny się łączyć asceza i sprawczość.

Tekst i zdjęcie ks. Michał Palowski

2015-06-14 – Mk 4,26-34 – De arbore

Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.

Historię zbawienia można odmierzać na wiele sposobów. Jeden z nich wiedzie od rajskich drzew życia oraz poznania dobra i zła, z którego spożyli pierwsi rodzice do drzewa krzyża, na którym umarł Jezus, zmazując własną krwią winę, którą oni zaciągnęli. Między nimi na kartach Biblii, zwłaszcza Starego Testamentu rozciąga się swoisty las. Szczególnie w księgach mądrościowych i prorockich, o spotkanie z drzewem mądrości, życia, błogosławieństwa, nie trudno.
Jeden świadek, to żaden świadek. Na świadectwie dwóch – przypowieści na przykład – sprawę oprzeć już można.
Jak ziarno zasiane o odpowiedniej porze, tak Królestwo Boże przychodzi do ludzi we właściwym momencie i rozwija się w sposób niewidoczny, aczkolwiek skuteczny. I podobnie jak dla zboża w odpowiedniej chwili przychodzi czas żniwa, tak też nadejdzie kiedyś dzień sądu, w którym każdy otrzyma zapłatę za owoce, jakie wydała jego wiara i współdziałanie z Bogiem w Jego królestwie założonym na ziemi.
Gorczyce rosnące wokół Jeziora Galilejskieg

© 2017 - Fundacja Polskich Kawalerów Maltańskich
Projekt i wykonanie: Agencja Reklamowa NEXTDAY